poniedziałek, 30 września 2013

Pudełko na różne różności


Pamiętam odcinek Kubusia Puchatka, który dotyczył urodzin chyba Kłapouchego, wymyślano różne prezenty. Wiem, ze Prosiaczek miał balonika, który zbił się, podczas wędrówki przez las, Kubuś za to w ramach prezentu dał 'pudełko na różne różności' - w rzeczywistości był to garnuszek po miodzie :)
Prezenty ręcznie robione mają w sobie dużo uroku. Widać zaangażowanie i trud włożony w pracę. W ramach Dnia Chłopaka chciałam zrobić coś, co wywoła uśmiech u tego mojego Chłopaka :p Idąc tropem facetów uznałam, że najlepszym prezentem będzie jedzenie, a konkretnie słodycze. Aby dodać miłego i 
ciekawego akcentu wykonałam pudełeczko, w którym będzie mógł przechowywać  owe różne różności.


 Materiały: pudełeczko (w moim przypadku po herbacie), klej, nożyczki i kartka z napisami/gazeta



 Kartkę z napisami potnij na kawałki, a pudełeczko oklej białym papierem, aby uniknąć przebijania kolorów pudełka.



Ostatni krok to przyklejenie wycinków na pudełko.

I gotowe ! :)







Całość, łącznie ze słodyczami wyglądała tak:





Jestem bardzo zadowolona z efektu, pudełeczko wbrew pozorom pomieściło dużo słodkości. :) Uśmiech, który zobaczyłam wynagrodził mi mój nocny trud.

Biegnę do chemii, mam dużo zaległości, ale po kawie zamierzam szybko je zniwelować...

poniedziałek, 23 września 2013

18!

Kto by pomyślał, że wyprawianie 18stych urodzin przyprawia o palpitacje serca i graniczy z depresją? ;)
Jestem osobą, która na niektóre rzeczy przymyka oko i zdaje się na los, ale w przypadku tej imprezy starałam się dopilnować każdego szczegółu. Swoje urodziny wyprawiałam 7 września ( tak, dużo czasu minęło- nagana od Zuzy, że powinnam dodać posta!) , a przygotowania rozpoczęłam jeszcze w okresie wakacji. Z racji tego, że sala na której wszystko miało się odbyć nie należała do urodziwych, postanowiłam, że małymi detalami wprowadzę na nią przyjemną, miłą atmosferę.


1.  Serwetki - proste, dostępne dla każdego materiały m.in kłosy zbóż, sznurek ogrodowy - ten sprawdza się w każdej sytuacji, kilka ozdobnych kartoników, z których wycięłam emblematy :)




Mozolna praca...


I efekt widoczny już na stole :)




2. Świeczki - z domu wyniosłam (mamo przepraszam...) podstawki pod filiżanki, do czerwonych świeczek dorzuciłam suszoną jarzębinę, którą zebrałam z Zuzą pewnego letniego dnia :)



3. Kwiaty, kwiaty, kwiaty! :)


BŁĄD! Stoły przykryłam obrusami papierowymi. Wybrałam je ze względu na to, że mają ładny wzór, wyglądają schludniej niż zwykłe 'plastiki'. Do czasu... Po wniesieniu ciepłych posiłków i płynącym już we krwi gości alkoholu (^^) podarły się. Na pewno je jeszcze kiedyś wykorzystam, ale w połączeniu ze zwykłymi plastikowymi obrusami pod spodem. 

4. Dzień przed spędziłam długie godziny na sprzątaniu sali, organizowaniu muzyki i pompowaniu balonów. Na szczęście miałam przy sobie Werkę, która ma mega pojemne płuca ;) ... i Mateusza, który słuchał moich ciągłych narzekań (absurdem było dla mnie, że kupiłam fioletowe balony nie zauważając, że są zielone ściany :D ). Tak oto doprowadziliśmy salę do przyzwoitego wyglądu:  





Niedługo postaram się dodać zdjęcia z samej imprezy oraz pochwalić się prezentami od najbliższych :)


Już pełnoletnia- Angelika. 








piątek, 20 września 2013

Vademecum skauta ;)

'Dobry bądź dla zwierząt, ZĘBY MYJ, zbieraj złom...!' - piosenka zdecydowanie Angeli :)

Cały tydzień pracowity i pewnie będzie tak przez cały rok... Odwiedziłam dziś ortodontę. Miłe zaskoczenie - brak 'poślizgu', szybka wizyta :) Nie dostałam niestety żadnych próbek, ale i tak postanowiłam opisać moich zębowych przyjaciół, czyli pasty :) Nie jest tak, że używam cały czas tych samych, lubię eksperymentować, więc z pewnością nie jest to ostatni post, który dotyczy past.

Poranek i 'przy sobie':

ELMEX (75ml) - ochrona szyjek zębowych

Przez aparat cierpię na odsłonięte szyjki zębowe. Pasta jakby redukuje ich nadwrażliwość i rzeczywiście daje odczucie ulgi np. na szczypanie. Jest delikatna, nie wyczuwa się w niej żadnych granulek, ma delikatną konsystencję, dzięki czemu nie sprawia dodatkowego bólu i nie podrażnia. Bardzo lubię jej smak, jest taki subtelny. Wadą jednak jest jej mała wydajność: aby porządnie umyć zęby nakładam ją 2/3 razy na szczoteczkę. Cena jak to Elmex od 10 do 13zł (na zdjęciu widoczna próbka - 20ml!). 

Na popołudnie:

AQUAFRESH (125ml)


 W sumie kupiłam ją z dwóch powodów: kosztowała 5zł (promocja w Rossmannie), a ja miałam przy sobie tylko dychę i jeszcze musiałam kupić coś dla Kuleczki oraz fakt, że myłam nią zęby u Angeli i była spoczko :D Ogólnie nie widzę w niej nic specjalistycznego, ale naprawdę bardzo dobrze odświeża, jest mocno miętowa. Za taką cenę jak najbardziej polecam, może nie tym, którzy myją zęby 2 razy dziennie (myślę, że wtedy warto byłoby zaopatrzyć się w pastę bogatą w fluor), ale właśnie aparatowiczom, którzy w środku dnia nie potrzebują jakiejś specjalnej pasty. Jest wydajna, więc plus dla niej. :)

Wieczór:

CLINOMYN for smokers (75ml)

Wyczytałam na którymś z forum, że pasta dla palaczy skutecznie usuwa przebarwienia niekoniecznie spowodowane paleniem papierosów - postanowiłam to sprawdzić. Otóż mój kolejny negatywny skutek noszenia aparatu to okropne przebarwienia, których przed aparatem nie miałam. Walczyłam z tym różnymi możliwymi sposobami od wiciorków, dobieraniu składników past czy płukanek po irygator - zauważałam co najwyżej małe poprawy. Pasta Clinomyn (10-14zł) z połączeniem końcówki interspace (wiciorek też byłby dobry) nieźle radzą sobie z przebarwieniami. Różnica jest, ale po założeniu kolejnych 'łańcuszków' sytuacja się powtarza... Jednak polecam, bo nawet takie różnice cieszą. Przebarwienia nie są widoczne (tam gdzie końcówka dotarła ich nie ma), niektórzy zadają pytanie: o jakich przebarwieniach mowa? , więc to jest już plus. Zaletą będzie też konsystencja, która nie jest zabójczo 'żerna', czego moje odsłonięte szyjki zębowe by nie zniosły, delikatne granulki, mało wyczuwalne. Dość ostry smak, nie przepadam za takim, ale dla urody trzeba cierpieć ;) Minusem jest mała wydajność, czyli moim zdaniem cecha drogich past, ale na interspace wystarczy odrobina, więc i tak pasta gości w łazience ponad miesiąc. Stosowałam ją także na szczoteczce manualnej, jednak uznałam, że interspace dociera do kącików, do których normalna szczoteczka nie zagląda (a na nich mi zależało), no i zużywa mniej pasty przy lepszym efekcie. Polecam do czyszczenia (wiciorkiem czy interspace) szczególnie między zamkami.


To tyle. Idę uczyć się z biologii, bo oprócz tego, że umyłam okno, całe popołudnie przebimbałam. W poniedziałek pierwsza klasówka powtórzeniowa z cytologii...

Zuza

piątek, 6 września 2013

Walka z przeziębieniem.

Dzisiejszy dzień dla Angeli jest wielkim przygotowaniem do jutrzejszej jej 18stkowej imprezy. Czuję wielki ból z powodu niemocy pomocy jej, ale cóż... kolejny dzień toczę walkę z przeziębieniem. Razem z moją grupą wsparcia spędzam całe dnie w łóżku :

Tabletki od bólu gardła- dla mnie jak cukierki. Mogłabym je jeść całymi opakowaniami, z marnym efektem, krótkotrwałą ulgą.


Super cieplutkie skarpety! Dla mnie nr 1 w walce z przeziębieniem :) w moje fioletowe sówki zaopatrzyła mnie mama, mają nawet antypoślizg na spodzie :D

Dobra lektura- u mnie jest to chemia :) i oczywiście przekąska, cudownie jest znowu móc jeść.

Stolik na wyciągnięcie ręki z łóżka - podstawa :D Jako że jestem fanką herbaty, robię sobie w termos, bo nie chce mi się co chwilę wstawać, a na moje bolące gardło nic zimnego nie przejdzie... Moja walka z katarem dobiega końca, wszystko dzięki soli fizjologicznej, oczywiście przeciwko otarciom używałam kremu Nivea Soft, w nieoryginalnym pudełeczku, bo podkradłam go mamie do swojego 'słoiczka'. :)

Jutro wielki dzień Angeli, od rana przygotowania i walka z czasem. Ja jeszcze dziś kończę dla niej prezent. Ostatnie pakowania w kolorowe torby i gotowe! Z moim zdrowiem powinnam iść w swetrze, ale i tak wybieram sukienkę i wysokie obcasy :)

Wszystkim chorowitkom życzę powrotu do zdrowia.

Zuza

czwartek, 5 września 2013

Pomadkowe szaleństwo

Kocham pomadki, pewnie to już uzależnienie, ale zawsze muszę mieć nawilżone usta, a że noszę aparat usta są zwykle wysuszone od częstego mycia zębów. Jednak moja miłość do pomadek zaczęła się już przed aparatem, teraz jest to słodki pretekst do kupowania wciąż nowych 'mazideł' ;) Korzystając z okazji, że jestem chora i niby mam dużo czasu postanowiłam zrobić relację o pomadkach, bo niektóre choć tanie są dobre, choć drogie nadają się tylko do wymazania kartki i choć wyglądają pięknie czy tandetnie mają dużo do zaoferowania, a więc zaczynam :D (wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu, gdyż obserwacje są wynikiem kilkuletnich 'badań')


AA 
1. My Lipcare - to moja teraźniejsza wybranka, kupiłam ją w cenie promocyjnej (3,99zł) i jestem nią zachwycona. Piękny zapach, delikatnie nawilża, nie obciąża ust. Polecam!
2. Care Kiss - bez zbędnych gratisów, sama w sobie jest świetna. Na pewno sięgnę po nią raz jeszcze. AA jest dla mnie naprawdę świetną firmą w kwestii pomadek, tańsze niż Nivea, a równie dobre.

Ziaja - oliwkowy balsam do ust - porażka, nigdy więcej tego nie kupię. Jest wydajny, starcza na długo mimo tego, że się wylewa... Zapach ok, ale konsystencja daje efekt sklejonych ust, zawsze się nim wybrudziłam. No i samo to, że jest wyciskany. Nie polecam.





NIVEA - najpopularniejsze, najlepsze, najdroższe
1. Soft rose - jak dla mnie idealna konsystencja pomadki - zbita, twardawa. Zapach miły, nawilżenie jak we wszystkich Nivea - świetne.
2. Hydro care - nie lubię pomadek hydro, wodniste konsystencje nie są dla mnie dobre...
3. for men - zdarza mi się podkraść bratu, którego zmusiłam do jej kupna, bo nie mogę przepatrzeć na jego suche usta (i tak rzadko stosuje...). Jest świetna, konsystencja jak przy soft rose. Niby bez zapachu, ale ja wyczuwam w niej trochę męskiego zapaszku :)
4. pink grapefruit - konsystencja jak przy hydro (a jak się rozpuszcza to już masakra), ale przy tym zapachu i smaku - wybaczam.
Byłyby idealne gdyby nie cena.


Avon - iskrzący blask księżycowy (na zdjęciu środkowy, niebieski)- zawiodłam się. Używałam kiedyś pomadki/balsamu avon z promocji świątecznej i oprócz konsystencji hydro, nie mam im nic do zarzucenia, a i cena była ładna, bo ok.4zł. Myślałam, że będzie to balsam, który będzie rozświetlał usta przy ich nawilżeniu. Okazało się, że balsam (jak dla mnie) przypomina pomadki z dzieciństwa, dlatego oddałam go mojej 5-letniej kuzynce. Drobinki 'blasku' były tak duże, że aż twarde na ustach. Kiedy balsam wysychał, brokat zostawał. Ciężko było go usunąć chusteczką. Naprawdę zabawne to było... Nigdy więcej pragnień o lśniących ustach...


Rumiankowa alterra - strasznie ubolewam jej zagubienie... Jest naprawdę świetna! Konsystencja zbita, zapach delikatny, kojący. Nawilża bardzo dobrze. Porównałabym ją do AA czy Nivea. Kupiłam ją chyba za 4-5zł, teraz widziałam, że cena podskoczyła do 8zł, ale nie wiem czy mi się nie pomyliło :p Polecam jak najbardziej :)


1. Isana hydro - naprawdę nie widzę róznicy między nią, a Nivea hydro, chyba że w cenie ;) też nie pasuje mi konsystencja...
2. Wiśniowa (brak zdjęcia) - super zapach, smak, nawilżenie, konsystencja jak przy grejpfrutowej Nivei.
W szufladzie czeka na otwarcie soft rose i też oczekuję efektu jak przy Nivei.
Isana jest dla mnie potwierdzeniem, że nie trzeba być super marką jak Nivea, aby mieć dobre produkty. Dlatego polecam te pomadki.


Mogłabym tak pisać i pisać, jednak wiem, że brak swoich zdjęć to duży minus.

A może któraś z Was miała którąś z pomadek i ma inną opinię od mojej? Miło by było, gdybyście poleciły mi pomadkę o zbitej konsystencji, przyzwoitej cenie i dużym nawilżeniu :)

Zuza

poniedziałek, 2 września 2013

Okrutny START

Dziś Angela powiedziała mi, że w statystykach znajduję się w 1/4 Polaków, którzy nie byli na wakacjach. Pocieszający jest fakt, że Angela też się w tym znajduje, a jak jesteśmy gdzieś we dwie, to już nie jest tak źle. :D
Opisując minione wakacje użyłabym słowa 'leniwe' - tak, właśnie takie były :) ale oprócz tego rowery, nieprzespane noce, monopoly itd. :)
Ostatni tydzień spędziłam w Warszawie na projekcie chemicznym z fundacji 'Przyszłość w nauce', w której jak Angela pisała jesteśmy od bieżącego roku. Badałam wielkość miceli przy użyciu nowego sprzętu UW (Wydział Chemii) jakim jest Zetasizer Nano. Było baaardzo miło, świetna współpraca, ale przy mojej organizacji czasu trochę się denerwowałam ;)

Na powrocie spełniłam swój wakacyjny cel, czyli odwiedzenie ZOO :)
C. nie mógł pozostawić zwierząt bez komentarza - każde z nich porównywał do mojej Kulki.
Oczywiście tracił cierpliwość przy podziwianiu żyraf przeze mnie, ale jakoś dzielnie to znosił.
Surykatki jak zwykle nie zawiodły,a  nawet ładnie pozowały:


Miły tydzień zakończył się ostrym przeziębieniem, ale to nic. Przedłużam wakacje o tydzień!
Dzisiejszy dzień - tracenie cierpliwości podczas kupowania biletu miesięcznego, czyli obserwacja powolnego wpisywania nazwiska przez starszą babcię... oraz ubaw z biednych pierwszaków podczas ślubowania (i ten ich strach w oczach xD )
Angela ma w niedzielę 18ste urodziny, czekam na ostatni prezent i wszystko już gotowe z mojej strony. Byle było zdrowie.
No a Angela w związku z urodzinami, które są zaplanowane na sobotę ma jeszcze duuużo roboty, ale o tym myślę, że zrobi wpis :)


Zuza