Cały tydzień pracowity i pewnie będzie tak przez cały rok... Odwiedziłam dziś ortodontę. Miłe zaskoczenie - brak 'poślizgu', szybka wizyta :) Nie dostałam niestety żadnych próbek, ale i tak postanowiłam opisać moich zębowych przyjaciół, czyli pasty :) Nie jest tak, że używam cały czas tych samych, lubię eksperymentować, więc z pewnością nie jest to ostatni post, który dotyczy past.
Poranek i 'przy sobie':
ELMEX (75ml) - ochrona szyjek zębowych
Przez aparat cierpię na odsłonięte szyjki zębowe. Pasta jakby redukuje ich nadwrażliwość i rzeczywiście daje odczucie ulgi np. na szczypanie. Jest delikatna, nie wyczuwa się w niej żadnych granulek, ma delikatną konsystencję, dzięki czemu nie sprawia dodatkowego bólu i nie podrażnia. Bardzo lubię jej smak, jest taki subtelny. Wadą jednak jest jej mała wydajność: aby porządnie umyć zęby nakładam ją 2/3 razy na szczoteczkę. Cena jak to Elmex od 10 do 13zł (na zdjęciu widoczna próbka - 20ml!).
Na popołudnie:
AQUAFRESH (125ml)
W sumie kupiłam ją z dwóch powodów: kosztowała 5zł (promocja w Rossmannie), a ja miałam przy sobie tylko dychę i jeszcze musiałam kupić coś dla Kuleczki oraz fakt, że myłam nią zęby u Angeli i była spoczko :D Ogólnie nie widzę w niej nic specjalistycznego, ale naprawdę bardzo dobrze odświeża, jest mocno miętowa. Za taką cenę jak najbardziej polecam, może nie tym, którzy myją zęby 2 razy dziennie (myślę, że wtedy warto byłoby zaopatrzyć się w pastę bogatą w fluor), ale właśnie aparatowiczom, którzy w środku dnia nie potrzebują jakiejś specjalnej pasty. Jest wydajna, więc plus dla niej. :)
Wieczór:
CLINOMYN for smokers (75ml)
Wyczytałam na którymś z forum, że pasta dla palaczy skutecznie usuwa przebarwienia niekoniecznie spowodowane paleniem papierosów - postanowiłam to sprawdzić. Otóż mój kolejny negatywny skutek noszenia aparatu to okropne przebarwienia, których przed aparatem nie miałam. Walczyłam z tym różnymi możliwymi sposobami od wiciorków, dobieraniu składników past czy płukanek po irygator - zauważałam co najwyżej małe poprawy. Pasta Clinomyn (10-14zł) z połączeniem końcówki interspace (wiciorek też byłby dobry) nieźle radzą sobie z przebarwieniami. Różnica jest, ale po założeniu kolejnych 'łańcuszków' sytuacja się powtarza... Jednak polecam, bo nawet takie różnice cieszą. Przebarwienia nie są widoczne (tam gdzie końcówka dotarła ich nie ma), niektórzy zadają pytanie: o jakich przebarwieniach mowa? , więc to jest już plus. Zaletą będzie też konsystencja, która nie jest zabójczo 'żerna', czego moje odsłonięte szyjki zębowe by nie zniosły, delikatne granulki, mało wyczuwalne. Dość ostry smak, nie przepadam za takim, ale dla urody trzeba cierpieć ;) Minusem jest mała wydajność, czyli moim zdaniem cecha drogich past, ale na interspace wystarczy odrobina, więc i tak pasta gości w łazience ponad miesiąc. Stosowałam ją także na szczoteczce manualnej, jednak uznałam, że interspace dociera do kącików, do których normalna szczoteczka nie zagląda (a na nich mi zależało), no i zużywa mniej pasty przy lepszym efekcie. Polecam do czyszczenia (wiciorkiem czy interspace) szczególnie między zamkami.
To tyle. Idę uczyć się z biologii, bo oprócz tego, że umyłam okno, całe popołudnie przebimbałam. W poniedziałek pierwsza klasówka powtórzeniowa z cytologii...
Zuza



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz